Amantium irae amoris integratio est - Publius Terentius Afer

Harem


0

Mateusz po trzech tygodniach opalony i pełen nadziei do życia powrócił do domu do Gdyni ze Skoczkowa. Tam większość czasu spędzał spacerując dookoła pobliskiego jeziora, bądź chodząc na jagody albo grzyby, które jak znalazł podcinał starą, lecz jeszcze dosyć ostrą finką. Od tego czasu zawsze i na każdym kroku towarzyszyła mu niczym wierny koń. Zostało jeszcze ponad tydzień wolnego czasu przed nowym rokiem szkolnym, a mianowicie przed rozpoczęciem ostatniej, maturalnej czwartej klasy szkoły średniej. Młodzieniec kilka dni później otrzymał wiadomość od Pauliny, że dwudziestego ósmego sierpnia koło godziny jedenastej będzie w Gdyni, a dokładniej na bulwarze oczekując i wypatrując swojego internetowego znajomego. Chłopak uśmiechnął się i zadzwonił do swojego kuzyna Pawła, z którym był umówiony tego dnia na wypad na rowerach górskich. „Cześć Paweł. Słuchaj, przyjedzie jedna dziewczyna z Wrocławia i będzie na bulwarze, więc zmienimy naszą trasę tak, żeby mniej więcej koło jedenastej tam się znaleźć, jo?”. Teoś usłyszał zaspany głos w słuchawce „Dobra, nie ma sprawy! Cześć!”. Zatem nadszedł dzień przyjazdu Pauliny z Wrocławia. Było dosyć chłodno jak na zmierzch sierpnia, jednak można było odczuć również promienie słoneczne na skórze. Mateusz i Paweł – kuzyni rówieśnicy, pojechali na bulwar tak, żeby znaleźć się tam w okolicy godziny jedenastej. „No i która to dziewczyna?” zapytał zaciekawiony Paweł otrzymując w odpowiedzi „Heh! A co ja wróżka?!”. „Jak to? Nie wiesz, jak wygląda?!” zapytał tym razem zdumiony kuzyn słysząc tłumaczenie się błękitnookiego „Widziałem! Na zdjęciu… To taka mała blondyna!”. „Zajebiście! To może chociaż ona Ciebie jakoś rozpozna?!” wypowiedział Paweł, następnie spojrzał na Mateusza, który głupkowato się uśmiechnął i dodał ironicznie „Tylko mi nie mów, że ona nie wie, jak Ty wyglądasz?!”, po czym przyjrzał się dokładniej minie Teosia i zrozumiał krótko podsumowując „Cool!”. Zatem jeździli przeszło godzinę po bulwarze przyglądając się wszystkim małym blondynkom tak, że Mateusz w pewnym momencie zagapił się i prawie wjechał w innego rowerzystę. Wykazał się jednak refleksem i udało się uniknąć poturbowania, lecz tylko jemu, gdyż druga osoba niestety nie miała tyle szczęścia i przewróciła się na deptak. „Ech, jedziemy do domu Paweł, bo jeszcze kogoś zabijemy…” zaśmiał się Teoś i dodał „…spadamy!”. Błękitnooki po kilku godzinach wrócił do domu, gdzie był jego brat i Monika, którzy przygotowywali obiad na czas nieobecności rodziców przebywających do pierwszego września za granicą. „Jak tam randka z Konitą?” zapytał zaciekawiony Michał otrzymując po chwili odpowiedź „Nie spotkaliśmy się, ech!”. „A masz do niej numer na komórkę?” dopytywał brat. „Tak mam, a co chcesz zadzwonić?” ironicznie odrzekł błękitnooki. „Puszczę jej sygnał, to oddzwoni.” zaśmiał się bezczelnie i uczynił, jak powiedział. Mateusz niestety już nie zdążył zapobiec tej sytuacji, gdyż po chwili zadzwonił telefon komórkowy jego brata wskazujący na połączenie z Pauliną. „Łap!” powiedział krótko Michał podając telefon młodszemu braciszkowi. „Zabiję!” odrzekł Teoś, ale odebrał połączenie i zaczął „Tak, słucham?”. „HT przestań się bawić w kotka i myszkę! Przyjdź na bulwar i to zaraz!” mówiła zdenerwowana Konita, która otrzymała w odpowiedzi „Teraz? Nie! Mam obiad i…”, wtem wtrącił się brat chłopaka „Umów się z nią na później, o!”. Jednak Mateusz wciąż odpowiadał negatywnie, ale Paulina nie dawała za wygraną oraz brat, który wciąż dodawał „No umów się z nią, no umów!”. W końcu błękitnooki dla spokoju rzekł „Dobra! O dziewiętnastej bądź przy kinie – nazywa się Warszawa! Wiesz, gdzie to jest?!”, po czym usłyszał głos w słuchawce „Znajdę, no to pa.”. Chłopak oddał telefon braciszkowi, który głupkowato uśmiechał się ze swoją dziewczyną Moniką, a który mówił „My weźmiemy Pawła i pójdziemy razem do Delicji na lody. Weź ją tam przyprowadź, będzie zabawnie! W ogóle to Cię możemy podrzucić niedaleko kina.” uspokajał atmosferę Michał. Zbliżała się godzina dziewiętnasta, kiedy Teoś wyszedł z samochodu brata mały kawałek drogi od umówionego miejsca spotkania z Konitą. „No to czekamy w Delicjach!” odpowiedziała cała trójka – Monika, Michał i kuzyn Paweł, po czym odjechali. Mateusz podciągnął nosem, splunął i ruszył w stronę kina. Po drodze jednak przyszedł mu plan, a dokładniej zamiast iść prostszą trasą do celu, poszedł drugą stroną ulicy ciupkę dalej. Później przebiegł na właściwą stronę i wracał się do kina, w ten sposób chciał zajść Konitę zupełniej z przeciwnej strony niż podejrzewała. Kiedy znalazł się w odległości piętnastu metrów od kina, zauważył małą blondynkę, która właśnie brała łyk kawy z kubka, którego ulatniał się dymek. Była naprawdę niewielkiego wzrostu i nie wyglądała na swój wiek, a wręcz miała urodę piętnastolatki, mimo iż małym krokiem zbliżały się jej dwudzieste urodziny. Młodzieniec w odległości trzech metrów przyspieszył w stronę małej dziewczyny i rzekł z zaskoczenia „To Ty?!”. Blondynka lekko przestraszona odrzekła „To znaczy kto?”, po czym chłopak dodał „Paulina?”. „Tak, ja!” uśmiechnęła się Konita, a Teoś widząc śmieszny i szalenie uroczy uśmiech spuścił z tonu. „Zapraszam Cię na loda, znaczy na lody!”, poprawił się natychmiast błękitnooki i robiąc głupią minę położył twardo swoją dłoń na jej plecach lekko popychając dziewczynę. W końcu doszli do Delicji i tam spotkali oczekujących na stolik dobrych znajomych, czyli lekko stukniętą trójkę – Monikę, Michała i kuzyna Pawła, którzy w żaden sposób nie przyznawali się, że znają Mateusza. Na ich twarzy można było dostrzec głupiutkie uśmieszki i przedziwne miny. Chłopak, żeby się nie roześmiać, odwrócił się tyłem do rozbawionej trójeczki i prowadził bezmyślnie rozmowę z internetową koleżanką. „Konita, dlaczego przyjechałaś do Gdyni?” zaczął na początku młodzieniec. „Odpocząć.” powiedziała Paulina, która nie wiedziała, czym rozbawiła stojącego obok Mateusza mówiącego w śmiechu „Odpocząć? W Gdyni?! Buahahaha…”. „To zabawne, ale jak mówiłam o tym mężowi i przyjaciółce, to zareagowali zupełnie jak Ty!” dodała zarumieniona Paulina, jakby coś skrywała, jakby jej powód nie był tym jedynym głównym, jednak nie zauważył tego błękitnooki. W końcu znalazło się wolne miejsce, które zajęła trójka znajomych, jednak za moment Michał w sposób bardzo tajemniczy pokazał młodszemu braciszkowi inne wolne zaraz obok ich stolika miejsce, które znajdowało się w samym rogu kawiarenki. Mateusz grzecznie zaprowadził Paulinę na miejsce i zasiedli przy swoim stoliku. Zamówili apetyczne lody i oczekując na ich podanie rozmawiali. Młodzieniec robił wszystko, żeby rozluźnić lekko sztywną z początku atmosferę. Nie udało mu się to do końca, gdyż Paulina zamiast jeść spokojnie zamówione przez siebie lody owocowe, po prostu bawiła się nimi, aż całe się roztopiły. Teoś cały czas patrzył się w nieokreślonego koloru oczy dziewczyny, która wstydziła się mimo starszego wieku i większego życiowego doświadczenia. Później jednak zrobiła się bardziej śmiała, lecz kiedy to się stało, spotkanie ich dobiegło końca. Mateusz odprowadził Paulinę na przystanek trolejbusowy. Na kilka minut przed przyjazdem pojazdu spojrzał jeszcze raz w oczy Konity i zaczął „Do kiedy jesteś w Gdyni?”. Dziewczyna odpowiedziała „Jeszcze dwa dni, drugiego dnia w południe wyjeżdżam, a dlaczego pytasz? Co HurTor?”. Mateusz zamyślił się przez moment, ale po chwili rzekł „Jutro, jak masz ochotę, możemy się spotkać. Co Ty na to Konita? Pokazałbym Ci Gdynię!”, po czym uśmiechnął się dziwnie i kiedy chciał jeszcze coś dodać, dziewczyna przerwała mu mówiąc „Z przyjemnością.”, następnie wsiadła w trolejbus i odjechała w kierunku Sopotu. Dwudziestego dziewiątego sierpnia błękitnooki wstał dość wcześnie i zadzwonił do Pauliny, która w tym czasie była na plaży w Gdyni. Dowiedziawszy się o tym zaproponował spotkać się znów przy kinie. Konita nie miała nic przeciwko i odpowiedziała słodkim głosem „Dobrze. Będę na pewno.”. Młodzieniec dojechał szczęśliwie komunikacją miejską pod kino Warszawa, tam oparł się o filar i spoglądał na przechodzących obok ludzi. Wnet z tłumu wyszła dziewczyna ubrana w czarną bluzeczkę z krótkim rękawkiem, ze śmiesznym plecakiem oraz z przewiązaną w pasie czerwoną bluzą. Wyglądała nawet atrakcyjnie, dlatego też pierwsze co powiedział Teoś było „Ładna dziewczyna…”, po czym dokończył „…idzie!”, wtedy Konita odwróciła się i zapytała „Co za typ umawia się z dziewczyną i mówi w jej obecności o innej, po prostu HurTor – nic dodać nic ująć, zawsze taki sam.”. Dziewczyna nie zauważyła, że Mateusz mając na uwadze swoje słowa, myślał zapewne tylko o niej. Tego dnia oboje wybrali się na bulwar miejski i tam po deptaku spacerowali sobie rozmawiając na przeróżne ciekawe tematy począwszy od wspomnień pierwszych spotkań na IRKU, poprzez ostatni wieczór w kawiarence o nazwie Delicje, aż po temat Karoliny, w którym to Mateusz opowiadał przygody z Zakopanego oraz dzień, w którym przyznał się do swojej nowej tożsamości. Zatem chodzili po deptaku uśmiechając się do siebie i rozmawiając ze sobą, mijały minuty i godziny. W końcu zdecydowali się, żeby przejść się po samej plaży Gdyni, gdzie zaraz na początku Konita zatrzymała się i poprosiła Mateusza, żeby usiadł na piasku razem z nią. Teoś tak też uczynił, wtedy to Paulina wyciągnęła z plecaka zdjęcie ze swojego ślubu i pokazała młodzieńcowi swoją maleńką córeczkę Julcię. Opowiedziała również, że ostatnio bardzo często nie zgadzają się z mężem, który był jednym z operatorów kanału HurTor, a mianowicie był nim Simon. Na sam koniec Paulina powiedziała „HurTor chcę Ci coś teraz dać.”. Teoś spojrzał w oczy Konity i ze zdziwieniem zapytał „A cóż to takiego?”, wtedy to w dłoni dziewczyny znalazła się mała plastikowa rzecz – dyskietka komputerowa. „Co na niej jest Paulina?” spytał jeszcze bardziej zaciekawiony Mateusz i w odpowiedzi usłyszał „Jak wrócisz do domu, chciałabym, żebyś przeczytał tam jeden plik tekstowy.”. „Że jak?!” denerwował się błękitnooki i dodał „Co tam jest Konita? Powiedz, bo nie wezmę!”. „Teraz Ci nic nie powiem. Sam zobaczysz, weź ją.” prosiła ślicznie dziewczyna, po czym wstała i podała rękę chłopakowi, a ten wykorzystując pomocną dłoń podniósł się szybko. Nadchodziła godzina siedemnasta, więc Mateusz powoli odprowadzał dziewczynę na przystanek. Zanim tam dotarli poszli nieopodal małego parku i tam przysiedli na ławeczce. Błękitnooki przyglądał się przechodzącym ludziom, a Konita usiadła na swojej jednej nodze i patrzyła się z boku na osobę Teosia. Po chwili chłopak powtórz opinię spod kina „Ładna dziewczyna.” i tym razem znowu Paulina zaczęła rozglądać się dookoła, lecz dopatrzyła się jedynie przechodzącej kilka metrów dalej starszej kobiety o lasce. Mateusz uśmiechnął się i pod nosem szepnął „Ech, blondynka!”. Konita jednak tego nie usłyszała. Była bardzo spięta i zdenerwowana, ale może dlatego, że za kilka sekund z jej ust wyszło pytanie „HurTor… Co Ty o mnie myślisz?”. Młodzieniec podniósł głowę i spojrzał w dziwne oraz w mocno przestraszone oczy dziewczyny, po czym odpowiedział krótko „Słucham?”. „Nie nic, zapomnij o tym.” rzekła Konita i podniosła się z ławki mówiąc „Chodź, zaczyna kropić. Schowajmy się pod wiaduktem!”. Mateusz zamyślony całym tym pytaniem, dopiero po dłuższej chwili udał się za Pauliną, która stała schowana pod mostem kolejowym i tam wpatrywała się w nicość, a błękitnooki krążył dookoła niej od czasu do czasu zaglądając jej w oczy. W końcu dziewczyna nie wytrzymała i poszła na deszcz mówiąc „Wiesz HT, nie zanosi się, żeby przestało padać, ale chodź idziemy dalej.”. Młodzieniec przez resztę spaceru zastanawiał się nad dziwacznym zachowaniem internetowej znajomej od czasu do czasu podtrzymując rozmowę, aż w końcu zapytał „Gdzie Ty w ogóle nocujesz, co?”. „A w takim domku przy ulicy Kalksztajnów.” odpowiedziała niechętnie dziewczyna, na co Mateusz szybko zareagował „Jakiej ulicy? Powiedziałaś Kalksztajnów?!” i nagle wybuchł śmiechem. Kiedy Konita spojrzała podejrzliwie na chłopaka idącego obok niej, on dodał „No to witam w klubie! Ehehehe… Nie wiem, czy wiesz, ale jesteś sąsiadką Karoliny!”, po czym znowu zaczął się śmiać. Paulina jednak szybko zatrzymała napad śmiechu Teosia słowami „Miło, to chodź… Zapoznasz mnie z nią, zawsze chciałam zobaczyć dziewczynę, w której się kochasz od trzech lat.” dodała zgryźliwie Konita, ale jej słowa były naprawdę trafne i musiały zaboleć byłego Krzysia z Zakopanego, gdyż jedyne co powiedział to „Tia!”. Młodzieniec odprowadził znajomą pod jej mieszkanie i przed klatką rzekł „No to już jutro Ciebie nie będzie w moim mieście i się nie zobaczymy, ech… Nie lubię pożegnań!”, po czym spojrzał jeszcze raz w oczy Konity i nakazał jej odejście, lecz ona tego nie uczyniła. Stała i oczekiwała na ruch ze strony Mateusza, który powoli rozumiał zachowanie znajomej, ale nic nie zrobił, jedynie otworzył buzię, jakby chciał coś wymówić, jakby się wręcz zawahał i odwróciwszy się, odszedł. Po godzinie dotarł do domu, tam wziął otrzymaną wcześniej dyskietkę i otworzył plik, który miał przeczytać według prośby Pauliny. „Wszyscy się mnie pytali, dlaczego jadę akurat do Gdyni, więc im odpowiadałam, że pragnę odpocząć od codzienności. Jadąc w pociągu starałam sobie Ciebie wyobrazić. Jestem ciekawa, na ile to mi się udało. Jestem z tego wyjazdu zadowolona i jeśli to czytasz, to zrobiłam wszystko to, co planowałam. Dziwnie się życie układa. Moje się powoli waliło, a teraz coraz bardziej. Ty jednak masz swoją Karolinę, mam nadzieję, że wszystko będzie z nią w porządku. Na koniec chciałam Cię tylko o jedno prosić. HurTor proszę nie rań już żadnej dziewczyny.”. Mateusz siedział na strychu i przyglądał się słowom znajomej z IRKA i nie dowierzał. Nie docierały do niego te słowa, czytał jeszcze z kilka razy załączony dokument. „Bosz… Wyciągnę od Ciebie, to co chcesz mi powiedzieć!” szepnął groźnie pod nosem i chwycił za słuchawkę telefonu. „Tak, słucham?” odezwał się głos dziewczyny, a zaraz po nim Teosia „Co to ma znaczyć z tą dyskietką?! Dlaczego się mną bawisz? Powiedz, co chciałaś mi przez to przekazać!”. „Nic Ci nie powiem HurTor.” odpowiadała dziewczyna. Młodzieniec jeszcze kilka razy próbował nakłonić Paulinę do wytłumaczenia, jednak ta milczała. Chłopak rzucił słuchawką mówiąc „Głupia krowa!” i następnie udał się na swój kanał. Tam odezwał się do niego Simon z pretensjonalnym tekstem „Te HurTor oddawaj mi żonę…”, po czym żartobliwie dokończył „…gdzie ją masz?”. Master kanału nie wytrzymał i rzekł „Wiesz kurwa, siedzi teraz koło mnie!”. „Ty głupi chuju!” odezwał się niegrzecznie Simon. Jednak HurTor rozłączył się i udał do łóżeczka spać. Niestety kiedy przysnął, zadzwonił telefon, było to dwadzieścia trzy minuty po pierwszej w nocy. „Tak?” zaczął łagodnie Teoś. „Coś Ty narobił?! Mój mąż dzwoni do mnie i pyta mnie, gdzie jestem, więc mówię, że śpię, a on do mnie czy z HT, a ja mu na to, że HurTor jest u siebie w domu, a on mi na to… Wracaj natychmiast do Wrocławia! Kurdę, ale się narobiło, lecz już się tym nie przejmuję.”. Błękitnooki wciąż usiłował wyciągnąć informacje na temat tajemniczej dyskietki, lecz gdy Konita ponownie sprzeciwiła się, rozmowa została przerwana ze strony młodzieńca. Parę minut później, bo o pierwszej trzydzieści jeden, zadzwonił ponownie telefon i Mateusz już w zdenerwowaniu zaczął „Czego?!”. W słuchawce nastąpiła chwila milczenia, ale została ona przerwana bardzo drgającym i uroczym głosikiem Pauliny – internetowej znajomej, słowami „Przyjechałam do Gdyni, żeby się upewnić do swoich uczuć, uczuć co do faceta, którego poznałam na polskim Internecie… I gdzieś tam na dole w serduszku zajmuje mi miejsce. Kocham Cię…”, które po chwili dokończyła „…Mateusz.”. Sam młodzieniec, który podczas rozmowy stał, w końcu usiadł na ziemi. „Jesteś tam?” odezwała się Paulina. „Tak, właśnie podniosłem szczękę z ziemi, ech…” westchnął głęboko błękitnooki i dodał „…nie wiem, naprawdę nie wiem, co mam powiedzieć.”. „Wyobrażałam sobie Twoją osobę jadąc do Gdyni i szczerze mówiąc w rzeczywistości jesteś taki sam, jak w mojej wyobraźni. Tak miałeś rację mówiąc, że jesteś taki sam na IRKU jak i w życiu codziennym. Dziękuję, że spotkałeś się ze mną w Gdyni.”. Błękitnooki jednak więcej milczał w tej ponad godzinnej rozmowie, niż sam mówił. W końcu pożegnali się nie mieszając w to wypowiedzianych wcześniej uczuć. Mateusz nie zmrużył oka tej nocy, rano wstał i zjadł śniadanie z Moniką. Jednak w pewnym momencie zadzwonił telefon, był to telefon od Pauliny, która z dworca głównego mówiła „Mateusz, odprowadziłbyś mnie do pociągu, czy nie mogę na to liczyć?”. Chłopak przełknął ślinę i odpowiedział „Odprowadzę, będę za pół godziny na dworcu, pa!”. Tak też się stało, gdyż błękitnooki znalazł się na dworcu nawet szybciej. Podchodząc do wejścia na dworzec myślał, co też powie dziewczynie, jak jej spojrzy w oczy. Chłopak jak nigdy wcześniej źle wyglądał, nie było w nim życia, był po prostu zagubiony. W końcu doszedł do wejścia, a tam czekała już Konita. „Cześć, dziękuję, że przyjechałeś. Mamy trochę czasu, może się przejdziemy?” zaproponowała dziewczyna. „Hej…” odrzekł smutno błękitnooki, po czym dokończył „…możemy.”. Spacerowali głównymi ulicami Gdyni, potem udali się ponownie na dworzec, tam Mateusz zatrzymał się i spytał „Powiedz teraz, że na wszystko się zgadzasz!”. „Co? Nie rozumiem… Ale niech będzie.” odpowiedziała zdziwiona Paulina. Młodzieniec chwycił Konitę za bluzę i zaprowadził ją do pobliskiego Polaroida. Tam zrobili sobie wspólne zdjęcie na pamiątkę, po czym znajoma dobitnie stwierdziła „HT jesteś nieprzewidywalny!”. Następnie razem poszli już na peron do pociągu, błękitnooki pomógł wnieść dziewczynie walizkę i sam również wszedł do pojazdu i tam powiedział „Pozdrów swoją córeczkę Julcię od wujka HT i…”, po czym przytulił do siebie bardzo mocno Konitę i dokończył „…proszę, zwracam Ci dyskietkę, jak wrócisz, to przeczytasz.”. „Wiedziałam, że mi ją oddasz, po prostu to wiedziałam, cześć…” przerwała Konita kończąc „…do zobaczenia Mateusz!”. Chłopak wysiadł z pociągu, który już powoli jechał w stronę Wrocławia i podniósł rękę na pożegnanie przyjaciółki, po czym tak stał i wpatrywał się w obrazek, który przedstawiał maleńki i coraz mniejszy pociąg znikający za horyzontem. Następnie ruszył do domu, przeszedł na drugą stronę ulicy i na pierwszym napotkanym śmietniku miejskim tak wielce się wyżył, że poleciał on kilka metrów dalej rozsypując całą zawartość, a błękitnooki przy tym wszystkim wypowiedział jedno wręcz króciutkie zdanie „Kurwa! Nienawidzę Cię Paulina!!!”. Minął kolejny dzień i nastąpił ostatni już dzień wakacji. Mateusz chodził jak struty i do wszystkiego miał negatywny stosunek, aż w końcu po długich namowach brata i jak się wcześniej na wsi okazało przyszłej bratowej Moniki, zadzwonił do piwnookiej i zaczął „Cześć Karolina…”, usłyszał głos „Cześć!”, następnie kontynuował „…wiesz może, kto mówi?”. Z drugiej strony telefonu wydobył się drżący głos „Wiem.”. Młodzieniec tak był przejęty, że przez chwilę miał zaćmienie i nie wiedział, co też ma powiedzieć, jednak po chwili wydusił z siebie „Masz dzisiaj wolne popołudnie?”, po czym usłyszał w słuchawce głos jeszcze jednej dziewczyny, w którym rozpoznał Agatę „Kto to dzwoni?”. Po krótkich szeptach Teoś znowu usłyszał głos z oddali „Cokolwiek powie, na wszystko się zgadzaj!”. Mateusz jednak nie wytrzymał napięcia, zaczął się śmiać jak dziecko i następnie powiedział „Pozdrów ode mnie Agatę.”. Karolina odpowiedziała „Dziękuję… I tak, mam wolny czas po południu.”. „To cudownie! E, to może się spotkamy?” zapytał śmielej chłopak, po czym dodał „Czy może być o szesnastej? Spotkalibyśmy się pod kinem?”, nastąpiła chwila milczenia. „Chętnie, ale o siedemnastej, dobrze?” spytała dziewczyna. „No niech Ci będzie…” zaśmiał się błękitnooki, po czym szybko dodał „…no to do siedemnastej, pa.”. Młodzieniec miał całą godzinkę na dojazd w umówione miejsce, jednak jak na osobnika męskiego przystało, zapewne nie zdążyłby na czas i dlatego też zabrał się razem z bratem i Moniką ich samochodem. Sześć minut po siedemnastej był już jakieś sto metrów od kina i powolnym krokiem zbliżał się ku tłumowi ludzi czekających na nowy film. Przeleciało mu tysiące myśli oraz pytań „Co ja robię tu? Co ja jej powiem? Kurczę, jak ja ją tutaj znajdę?” i uśmiechnął się w duchu. Z odnalezieniem piwnookiej nie było większego problemu, gdyż tak się wyróżniała pośród tłumu, że nie sposób było ją nie zauważyć. W pewnej chwili zauważyli się i zaczęli ku sobie zmierzać głupkowato się przy tym uśmiechając. W końcu stanęli naprzeciwko siebie i oboje zmienili kolor swojej skóry na czerwonawy. „Cześć.” razem wyszeptali, co ich tak rozbawiło, że aż ludzie przechodzący obok masowali sobie skronie. Mateusz zaprosił dziewczynę do znanej już kawiarenki i tam przysiedli sobie na wygodnych krzesełkach, po czym Karolina zaczęła „Nawet już wiem, dlaczego akurat tutaj siedzimy!” i skierowała swoje oczy w stronę stolika obok, przy którym siedziały trzy nieznane dziewczyny. Teoś zaśmiał się tylko i obserwował Karolinę, która nie potrafiła wytrzymać napięcia i cały czas rozglądała się dookoła, byle tylko nie spojrzeć w błękitne oczy. Mateusz zauważył to całe zjawisko, żeby załagodzić i rozładować atmosferę rzekł „Sporo przystojnych chłopaków tu siedzi, no nie Karolina?” i zaraz dziwacznie się uśmiechnął. Dziewczyna zrobiła się czerwona i spojrzała na błękitnookiego. Od tego momentu zrobiło się luźniej, a nawet zaczęła się między dwójką osobników rozmowa. Głównym tematem tej zawiłej dyskusji był Krzysiek Burza z Zakopanego. Po kilku godzinach spędzonych nadszedł czas powrotu do domu. Jednak Mateusz, żeby być jak najdłużej z piwnooką postanowił, że się przejdą i nie będą korzystać z komunikacji miejskiej. Karolina nie była zadowolona, ale szła, gdyż nie miała zbyt dużego wyboru. Przez te wszystkie godziny spędzone razem nie było niestety takiej atmosfery, jak podczas rozmów wieczornych na IRKU Karoliny z Krzysiem, ani także tak przyjemnie jak w towarzystwie Pauliny, lecz dlaczego tak właśnie się stało? Czy dziewczyna, która szła przy boku Mateusza nie była tą jedyną? Może po prostu Karolina nie darzyła młodzieńca takim uczuciem jak Krzysia. Pierwsze wspólne spotkanie między Karoliną i Teosiem dobiegło końca, lecz niestety wieczór jeszcze się nie skończył. Dlaczego niestety? Hmm… Błękitnooki wracając nieoświetloną ulicą, która prowadziła do przystanku autobusowego, nagle usłyszał głośny pogłos biegnącej za jego plecami osoby. Natychmiast odwrócił się w celu sprawdzenia zaistniałej sytuacji, lecz było już za późno, gdyż napastnik niewiele zastanawiając się uderzył kolanem w brzuch Mateusza, który upadł skulony na ziemię jednak na tyle świadomy, by przewidzieć kolejny ruch tajemniczej osoby, która próbowała kopnąć chłopaka w samą twarz, lecz kiedy zamiar zakończył się niepowodzeniem, gdyż Teoś w porę zasłonił się rękoma, napastnik kilka razy dość mocno kopnął błękitnookiego w żebra. Następnie pochylił się nad swoją ofiarą i zaczął czegoś szukać w ubraniu młodzieńca. W tym samym jednak momencie leżący chłopak niewiele myśląc i nie czekając już na kolejny ruch napastnika wyciągnął przewiązaną dookoła nogi finkę, którą to na wsi w Skoczkowie podcinał grzyby. Zacisnął ją mocno w swoich dłoniach i ze wszystkich sił zadał cios w kierunku przeciwnika. Tajemniczy typ tragicznie jęknął, szarpnął za rękę Mateusza wyciągając przez to ostrze noża ze swojego ciała i złapał się w okolicy uda, po czym lekko pochylony oddalił się w kierunku ciemnej ulicy. Błękitnooki leżał jeszcze kilkanaście minut na ziemi, zanim podniósł się z niej, lecz zanim przyszedł do siebie minęła godzina. Wrócił do domu i zaraz udał się do łazienki zmyć ze swoich rąk czerwoną substancję. Po kilkunastu minutach wyszedł z niej i zasiadł do stołu, żeby zjeść przygotowaną przez Monikę smaczną kolację oraz by podzielić się wrażeniami z randki. Mateusz nic jednak nie wspomniał o sytuacji, jaka zaszła kilka godzin wcześniej, mimo że łatwo mógł się zdradzić, gdyż pozostała mu przykra pamiątka po tragicznym wydarzeniu, a mianowicie miał rozciętą skórę po lewej stronie ciała w okolicy żebra. Jednak nie było to wszystko, oprócz tego właśnie z jednym z jego żeber działo się coś złego, co mogło wskazywać na złamanie albo w najlepszym razie na małe pęknięcie lub przemieszczenie. Niestety błękitnooki zlekceważył to wmawiając sobie, że jest całkowicie sprawny i zdrowy, dlatego w przyszłości żaden lekarz nie miał przyjemności obejrzenia uszkodzonego żebra, lecz co jakiś dłuższy czas dawało ono o sobie znać. Następnego dnia rozpoczął się nowy rok szkolny i oprócz tradycyjnego już „Cześć!” nic poza tym obie strony nie słyszały. Taka atmosfera niestety trzymała się przez kilka miesięcy i zamiast zmierzać w kierunku polepszenia stosunków, była zupełnie odwrotna. Wszystko to jednak niestety powodowała piwnooka, a nie jak mogłoby się wydawać podstępny błękitnooki. Czy chciała przez to okazać swoją zemstę za Krzysia z Zakopanego, tego jednak nikt nie wie. Na każdym kroku, chociaż chłopak wierzył, że to jest nieświadome dokuczanie, piwnooka zabijała uczucia Mateusza słowami „Nienawidzę wszystkiego, co jest związane z tym głupim IRKIEM, przeklinam go, nic dobrego tam nie doświadczyłam.”. Właśnie też takie słowa z każdym dniem młodzieńcowi kojarzyły się ilekroć patrzył na Karolinę, którą niezmiernie kochał, a która robiła wszystko, by zniszczyć jego uczucia. Pewnego dnia przed lekcją angielskiego Teoś stał razem z Pawłem przy fortepianie i przypomniał mu się sen, którego aż do tego dnia nie mógł pojąć. Jednak patrząc się na Karolinę zrozumiał, kim był jeździec na czarnym jak smoła rumaku, który pogalopował samotnie w nieznane. Obrazek leżącej dziewczyny, której kolor oczu zbudził chłopaka z koszmaru, rozmazał się, a sam Mateusz usłyszał głos jakby z oddali, jednak był to głos kolegi stojącego obok „Znajdzie się inna…”, po czym położył rękę na ramieniu młodzieńca i dokończył „…nie jest warta Twojej miłości, a teraz chodź do sali.”. Na lekcję języka angielskiego przyszła nowa, kolejna z rzędu nauczycielka, która wybierała osoby, które mają się przedstawić. Prawie cała lekcja minęła, a Mateusz nie miał okazji zaprezentować swojej osoby, lecz na minutę przed dzwonkiem na przerwę stało się „Może jakiegoś pana weźmiemy, o Mateusz, proszę.”. Chłopak wyszedł i stał tak chwilkę, jakby miał zaćmienie, lecz jego wzrok skierowany był na oczy Karoliny. Po chwili jednak „Chłopie, jak Ty chcesz zdać maturę, no zacznij. My name is…” krzyczała zdenerwowana pani, a Paweł który siedział w pierwszej ławce, wręcz złapał się za głowę, jakby chciał przez to powiedzieć nowej nauczycielce, żeby go nie prowokowała. Kolega Teosia miał rację, gdyż po chwili w klasie rozległ się podle głośny głos „My name is Mateusz!”, po czym Paweł uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć „A nie mówiłem?!”. Błękitnooki nie mówił, lecz wręcz gadał jak katarynka. W swojej wypowiedzi wspomniał również o swoich wierszach, co spodobało się nauczycielce, gdyż sama kiedyś próbowała pisać, a teraz po prostu kocha czytać poezję. Dlatego też spytała szybko Teosia „Czy ktoś czytał Twoje wiersze?”, po tych słowach chłopak spojrzał w piwne oczy Karoliny i rzekł już po polsku „Nie.”. Karolina nie wiedziała wręcz, co ze sobą zrobić, było widać po niej złość, a także oburzenie, które pohamował głośny dzwonek na przerwę. Nauczycielka zatrzymała wychodzącego Mateusza i wyprosiła wszystkich z klasy, po czym łagodnym głosem zapytała „E, wiem, że nie powinnam się Ciebie pytać, lecz czy mogłabym przeczytać Twoje wiersze?”, a młodzieniec krótko odpowiedział „Tak.”, po czym dodał wychodząc „Na następne zajęcia przyniosę. Bye bye.”. Na zewnątrz już czekała Karolina, która tylko jak wyszedł Mateusz, spytała „Dlaczego kłamiesz?”. Po chwili Teoś odrzekł pytającym głosem „Kłamię?”. „Powiedziałeś, że nikt jeszcze nie czytał Twoich wierszy. Przecież to kłamstwo. Ja czytałam!” ironicznie kontynuowała dziewczyna, która usłyszała krótką odpowiedź „Nie…” i odchodząc Mateusz spojrzał w oczy piwnookiej i dodał „…Ty w tych wierszach widziałaś tylko literki.”, po czym udał się do wyjścia, a Karolina utkwiła wzrok w miejscu, gdzie stał chłopiec i tak trwała. W połowie września Mateusz spotkał na swoim kanale starą znajomą – Paulinę, od której dowiedział się wręcz wstrząsających informacji, które znacznie wpłynęły na jego przyszłe życie, zachowanie się i stosunek do własnej osoby, a mianowicie wiadomość ta przedstawiała się słowami „Mateusz rozwodzę się z moim mężem. Simon nie jest dla mnie stworzony, to pomyłka.”. Dla Teosia był to totalny nokaut, jedynymi i ostatnimi słowami, które wymówił do Konity, były słowa, które kiedyś już padły „Kurwa! Nienawidzę Cię Paulina!!!”. Następnie uciekł z IRKA, postanowił nigdy się nie spotkać z Konitą oraz obwinił swoją osobę tym zaszłym wydarzeniem.

Przeczytano: [552]
© 1996 - 2017 Mateusz Kiczela. Wszelkie prawa zastrzeżone.