Quidquid latine dictum sit altum videtur - Anonymus

Koniec


0

Błękitnooki wypoczął w Paryżu, odmłodniał wewnętrznie i starał się już więcej nie myśleć o przeszłości. Po powrocie w końcu zaczął się uczyć do zbliżającej matury, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że zdał ją na wysokim poziomie. Dostał się na studia dzienne z konkursu świadectw na najlepszą uczelnię w całym Trójmieście, czyli Politechnikę w Gdańsku. A co działo się z Karoliną? Znalazła się na informatycznych studiach na Uniwersytecie w Gdańsku mimo wielkiej niechęci do komputerów. Na początku wakacji młodzieniec otrzymał list od piwnookiej, która pytała o powstałe nowe wiersze. Mateusz nie miał najmniejszej ochoty utrzymywać kontaktu z Karoliną, lecz mimo wszystko spełnił prośbę dziewczyny i wysłał oprawiony tom wierszy z dedykacją i z krótkim zwrotem „Nic nie boli tak, jak nieodwzajemniona miłość.”. Pewnego miłego dnia rozległ się dźwięk telefonu, błękitnooki odebrał i odezwał się głos „Cześć Mateusz, dzięki za wiersze. Są śliczne, ale mojemu chłopakowi zbytnio się nie spodobały.”. Mateusz rzekł „A czy Twój chłopak w ogóle je czytał?” i po chwili milczenia otrzymał odpowiedź „Nie.”. Charakter młodzieńca wciąż nie dawał za wygraną i Teoś kontynuował „W takim razie, kto go upoważnił do zabierania głosu?”. Karolina ucichła, ale po chwili przemówiła zupełnie obojętnym głosem, jakby spodziewała się odmowy „Zapraszam Cię na kawę do mnie.”. Teoś jednak bardzo się zmienił, nie był już tym samym zapłakanym chłopczykiem, który wszystkim zawsze się przejmował. Tym razem stał mocno na ziemi i dlatego właśnie odpowiedział „Dziękuję, skorzystam, ale powiedz jeszcze kiedy?”. Z drugiej strony nastała cisza, lecz w końcu pytającym głosem zaczęła „W sobotę?”. Chłopak odrzekł „Dobrze, w sobotę mi odpowiada…”, po czym dokończył „…a czy Twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko?”. Dziewczyna tym razem skamieniała i nic nie odpowiedziała, więc chłopak kontynuował „Karolina jesteś tam jeszcze, halo?”. „Tak jestem. No to do soboty, cześć Mateusz.” odpowiedziała dziewczyna, a młodzieniec na to króciutko „No hejka, pa pa.”. „Kto to dzwonił?” spytała mama Teosia, syn rzekł „Karolina mnie zaprosiła na kawę, no herbatę, w sobotę!” i uśmiechnął się pod nosem, a mama zdziwiona mówiła „Przecież my w sobotę jedziemy do Skoczkowa. Miałeś tacie pomóc przy tarasie!”. Chłopak jeszcze bardziej się uśmiechnął i skończywszy pić smaczny kompot powiedział „Wiem!” i udał się do pokoju. Pod koniec czerwca, kiedy już kolega i kuzyn Mateusza dostali się na studia, urządzili sobie, jak każdego roku w wakacje bardzo oczekiwany wypad na rowery górskie, co nazywali króciutko wypadem na „Góralki”. Jeździli sobie wszędzie tam, gdzie się tylko dało i cieszyli się z tego jak trójka urwisów. Mateusz powiedział o zaproszeniu Karoliny i jak zwykle padło jedno pytanie, czy się tam wybierze, czy też nie. Odpowiedzią zawsze, jak się można było spodziewać, był głupkowaty, maluśki i krzywy uśmieszek pod noskiem. W czwartek, kiedy błękitnooki powrócił z kolejnego i bardzo wyczerpującego wypadu, postanowił zadzwonić do piwnookiej, by odmówić sobotnie spotkanie i tak też uczynił. „Tak? Słucham.” odezwał się głos Karoliny, a następnie Mateusza „Cześć, to ja Teo.”. Dziewczyna zaczęła „O cześć! Miałam właśnie do Ciebie dzwonić, aby Ci powiedzieć, że w sobotę jakoś nie mam czasu!”, po czym młodzieniec stwierdził „To świetnie się składa, bo właśnie dzwonię, że nie mogę przyjść… Trudno! To innym razem, a teraz przepraszam Cię, ale wróciłem z wycieczki i woda już mi w wannie stygnie, to na razie, pa!”. Karolina powiedziała tylko „Pa!”. Mateusz po rozmowie poszedł do łazienki wykąpać się w ulubionej wannie wypełnionej przeźroczystą i cieplutką wodą. Rozłożył się w niej bardzo wygodnie i rozmyślał nad ostatnimi latami, które z jednej strony zostały niestety stracone, jednak spoglądając z drugiej strony zwierciadła zyskał ogromne doświadczenie. Czas powolutku upływał, a w błękitnych oczach i na spoconej twarzy młodzieńca pojawiały się głębokie zarysy trzech wielkich uczuć – miłości, rozpaczy oraz nadziei.

Przeczytano: [663]
© 1996 - 2017 Mateusz Kiczela. Wszelkie prawa zastrzeżone.