Fabula quanta fui - Quintus Horatius Flaccus

Pociąg


0

Nadszedł ostatni dzień wycieczki, dzień wyjazdu z Zakopanego do rodzinnego miasta uczniów trzeciej klasy szkoły średniej. Pogoda jednak wciąż była pochmurna i od czasu do czasu spadały chłodne krople deszczu. Błękitnooki tego ranka nie rozmawiał z Karoliną, nawet nie miał kontaktu wzrokowego, a może po prostu ją unikał. Wiecznie to nie mogło trwać i tak już na dworcu doszło do pierwszego skrzyżowania dróg ich oczu, które po chwili szybko zmieniły swój kierunek. W końcu rozległ się długo oczekiwany głos opiekunki „Pociąg jest właśnie podstawiony, więc proszę do niego powoli wchodzić i zajmować przedziały.”. Tak właśnie wszyscy uczynili, jednak grupa w której najczęściej przebywał Teoś, weszła najszybciej do pociągu i zajęła sobie przedział. W środku Mateusz położył bagaż, rozprostował nogi i szczęśliwy rzekł „Przynajmniej w tą stronę będziemy mięli więcej miejsca dla siebie!” i uśmiechnął się skromnie pod nosem jak i jego towarzysze. Po kilkunastu minutach do przedziału weszła Kasia i zapytała błagalnym głosem „Ej, słuchajcie chłopaki przeszlibyście o dwa pomieszczenia dalej do czterech dziewczyn, bo potrzebujemy Wasz przedział, bo jest nas aż ośmioro?”. Na taką uroczą prośbę nikt z obecnych osobników męskich nie mógł zostać obojętny, dlatego też caluśka czwórka zgodziła się jednogłośnie. Po chwili zaciekawiony Paweł spytał stojącą obok koleżankę „A jakie tam są dziewczyny?”. W odpowiedzi otrzymał „Anita, dwie Karoliny oraz Agata.”. Każdy może się łatwo domyśleć, że na dźwięk imienia Karolina jeden z młodzieńców nie będzie stał spokojnie i dlatego błękitnooki natychmiast, ironicznie i drgającym głosem spytał „Co? A które Karoliny?!”. Jego skóra zmieniła zabarwienie, nogi zrobiły się jak z waty, a ręce opadły mu całkowicie, kiedy usłyszał nazwisko piwnookiej, w tym samym czasie krzyknął „Nie!” i chwycił mocno uchwyt od okna pociągu. Niestety na nic to się nie przydało, gdyż reszta jego towarzyszy z małymi wrednymi uśmieszkami wyciągała go z pomieszczenia mówiąc przy tym „No chodź! Będzie przecież zabawnie.”. W końcu stało się, Mateusz już nie potrafił stawić oporu trzem kolegom i wręcz został zaprowadzony jak na skazanie do przedziału, w którym to przebywała jego koleżanka. Zaraz jak tylko wszedł do przedziału odezwała się Anita „O, Burza!”, a za nią Karolina, która już nie wytrzymała nerwowo „Ale zagrzmiało!”. Błękitnooki nic nie odpowiedział na dokuczliwe słowa żeńskich osobników, jakby w ogóle ich nie usłyszał, a jego koledzy jak zwykle tylko uśmiechali się pod nosem. Karolina dziwnie patrzyła się przez okno pociągu i obserwowała przechodniów, po czym dowcipnie stwierdziła „Ale Ci ludzie są różni!”, co wywołało śmiech prawie u każdego w pomieszczeniu, prawie? Tak, gdyż była tam jedna osoba, której nie było do śmiechu i która siedziała przy samych drzwiach z dziwnym błyskiem w błękitnych oczach. W końcu pociąg ruszył i zrobiła się inna atmosfera. Piotr zaproponował grę w karty, jednak z męskiej strony grał jedynie Michał i sam Piotr, gdyż Paweł próbował się przespać, a Mateusz nie miał ochoty, co łatwo dał do zrozumienia oczami. Karolina przesiadła się spod okna na środkowe miejsce, gdzie wcześniej siedziała Agata i zaczęła się gra. Mateusz był bardzo blisko swojej piwnookiej, gdyż znajdował się zaledwie jedno miejsce po lekkim skosie z drugiej strony fotela. Od czasu do czasu zerkał na grającą dziewczynę, a ta wyczuwając jego wzrok na sobie, nawet nie próbowała spojrzeć w jego kierunku. Po kilku godzinach grania około północy część zmorzył sen i zgaszono światło w przedziale. Agata wróciła na swoje miejsce i zaspana położyła się wygodnie na fotelu, gdyż Piotr i Anita opuścili pomieszczenie i zrobiło się troszkę luźniej. Karolina również zasnęła w dość nietypowy sposób, gdyż robiąc sobie z Agaty poduszkę. Obok nich już ciężko chrapał Paweł, a po drugiej stronie począwszy od okna spała druga Karolina oraz Michał. Jedyną osobą, która nie zmrużyła oka był Teoś, który siedział sobie przy drzwiach wygodnie na swoim miejscu i bawił się małym papierkiem. Jak się później okazało nie wszyscy tak naprawdę spali, gdyż piwnooka myśląc, że Mateusz jest całkowicie zajęty układaniem dziwnych figurek z papieru, utkwiła w nim wzrok, jakby spoglądała na obrazek wroga. Błękitnooki wiedział o tym, lecz nie chciał skrzyżować wzroku z dziewczyną, jednak długo tak nie wytrzymał i w po chwili uczynił ten ruch delikatnie zwracając wzrok na piwne oczy Karoliny i kiedy spotkały się blaski ich oczu, stało się coś, czego nie da się w jakikolwiek sposób opisać, trwało to jedynie przez krótki okres czasu. Następnie młodzieniec odwrócił wzrok bawiąc się dalej małą karteczką. Karolina na chwilę spojrzała w nicość, jakby o czymś myślała i ponownie spoglądała już inaczej, ponieważ mniej groźnie niż wcześniej, na kochanego Krzysia z Zakopanego, a pociąg wciąż zmierzał do celu do Gdyni. Nad ranem pociąg szczęśliwie dotarł do miasta uczniów z klasy Mateusza, a on sam zaraz po zatrzymaniu się pojazdu złapał swój ciężki bagaż i wyszedł z przedziału kierując się w stronę wyjścia. Na zewnątrz czekali już rodzice oraz jego starszy brat Michał, który wołał „Ej, Teo tutaj!”. Młodzieniec podszedł do witających i zmęczonym głosem krótko rzekł „Hej!”, po czym odwrócił głowę i akurat zobaczył Karolinę, która kładąc torbę na ziemię spojrzała w jego stronę. Oboje patrzyli na siebie, jak w obrazek i trwałoby to zapewne dłużej, gdyby nie ręka brata na ramieniu Mateusza „No chodź, idziemy już.”. „Idę, no już idę!” odpowiedział błękitnooki i jeszcze raz zerknął na dziewczynę, po czym odwrócił się i podążył już w kierunku wyjścia z dworca głównego w Gdyni.

Przeczytano: [490]
© 1996 - 2017 Mateusz Kiczela. Wszelkie prawa zastrzeżone.