Amantium irae amoris integratio est - Publius Terentius Afer

Zakopane


0

Małymi krokami zbliżała się godzina dwudziesta pierwsza, na którą przeogromnie oczekiwała trzecia klasa liceum ogólnokształcącego na jednym z peronów na dworcu głównym w Gdyni. Na piętnaście minut przed odjazdem przyjechał Mateusz, po czym skierował swoje kroki w miejsce zbiórki. Tam rozpoznał większość ludzi ze swojej klasy, ale nie mógł dostrzec Karoliny, która również miała zamiar wybrać się do Zakopanego. Teoś podszedł do Pawła i powiedział „Ciekawe czy pojawi się Karolina?”. Kolega stojący obok uśmiechnął się tylko pod nosem i po chwili stwierdził „Raczej nie pojawi się, to jest niemożliwe.”. „Dlaczego niemożliwe?!” spytał kolegę zdumiony Mateusz, który zaśmiał się bezczelnie i rzekł „Bo ona już tu jest.”. Paweł rzeczywiście miał rację, gdyż piwnooka stała o parę metrów za plecami Teosia. Wszystko zapowiadało się doskonale, lecz do czasu kiedy okazało się na pięć minut przed samym odjazdem, że stojący obok pociąg nie jest właściwym. Zaczęły się poszukiwania odpowiedniego transportu do Zakopanego, ale bez jakichkolwiek sukcesów. Na niebie wnet pojawiły się chmury, które przyniosły obfite opady deszczu i jeszcze większe zamieszanie wśród licealistów. Jakby wszystkiego było mało, nikt nie miał ze sobą parasola, co znacznie wpłynęło na ukształtowanie nowego wyglądu zewnętrznego każdego z wycieczkowiczów. W końcu doszła trafna informacja dotycząca właściwego transportu, którym był pierwotny pociąg. Wiedzieli o tym tylko nieliczni i żeby było zabawniej, nikt nie przekazał innym tej wiadomości również ani Mateusz ani Paweł, którzy podeszli do małej grupki dziewczyn z ich z klasy i powiedzieli „Dobra dziewczyny jest już dwudziesta pierwsza i pociąg zaraz odjedzie bez nas do Zakopanego, no więc wsiadamy do niego.”. „Jak wsiadamy? Przecież nie wiemy, czy to ten!” odrzekły panikujące dziewczyny. Podstępni koledzy uśmiechnęli się i jednocześnie stwierdzili „Zaufajcie nam!”, po czym prawie siłą wprowadzili do pociągu sprzeciwiające się koleżanki. W środku jedna z nich zapytała „Mateusz, czy to naprawdę jest nasz pociąg?”. „Nie mam pojęcia Aniu, ale nie chciałem już więcej moknąć na tym paskudnym deszczu!” poważnie oznajmił chłopak, lecz po chwili już nie wytrzymał i zaśmiał się, co też znacznie wpłynęło na zachowanie przestraszonej Ani, która uderzając Teosia delikatną rączką namiętnie powtarzała jeden, krótki i wielce romantyczny zwrot „Ty draniu!”. Wszyscy przemoczeni po ostatni włos na ciele zaczęli zajmować najbliższe nich przedziały. W jednym z pierwszych znajdowały się cztery dziewczyny z ich klasy Ania, Ewa, Ola, Sylwia oraz dodatkowo jedna nieznajoma z towarzyszem, a także Paweł i Mateusz. Każdy przed lustrem z przedziału próbował upodobnić się do wyglądu pierwotnego. Oczywiście panowie, jako dżentelmeni czystej krwi, mięli jako pierwsi kontakt ze zwierciadłem, a dopiero potem płeć przeciwna. Teoś po próbie przeczesania swoich włosów usiadł i przyglądał się ludziom pojawiającym się w korytarzu pociągu. W pewnym momencie jego oczom ukazała się Karolina. Oboje spojrzeli sobie w świecące oczka i przywitali się bez wypowiedzenia jakichkolwiek słów. Po chwili pociąg ruszył i dziewczyna odeszła do swojego przedziału, który znajdował się o niecałe trzy metry dalej. Ósmego czerwca jakąś godzinę po północy Mateusz i Paweł zaczęli rozmawiać o tajemniczej osobie o imieniu Krzysztof i nazwisku Burza. Nie zdawali sobie jednak sprawy, że niewinne koleżanki z ich klasy nie śpią, tylko lekko drzemią i że mogą przecież nasłuchiwać ich wielce interesującą rozmowę w przedziale. Nadszedł ranek, ale większość podróżujących jeszcze smacznie spała. Teoś przecisnął się między śpiącymi koleżankami i wyszedł odetchnąć świeżym powietrzem wydobywającym się z otwartego niedaleko okna. Kiedy wyszedł ze swojego przedziału, dostrzegł, że ktoś już tam stoi i podziwia uciekający krajobraz. Błękitnooki bez najmniejszej chwili wahania rozpoznał w tajemniczej osobie swojego piwnookiego Aniołka. Chciał się wycofać, ale siła jego bijącego serca była zbyt olbrzymia i skierowała go wprost do Karoliny. Razem zaczęli wyglądać przez okno i trwało to dłuższą chwilę, ponieważ żadne z nich nie odważyło się odezwać. W końcu chłopak usłyszał „Co pana tu sprowadza?”. „Pewna dziewczyna, która tak głośno i mocno rozmyśla o swoim ukochanym góralu, zbudziła mnie i nie mogłem już zasnąć.” miłym głosem odparł zaspany Mateusz. Między dwojgiem rozmówców znowu zagościła głucha cisza, a oni sami dalej obserwowali pobliski teren od czasu do czasu poprawiając rozwiewane przez wiatr długie włosy. Cisza ponownie została przerwana „Mateusz…” powiedziała łagodnie Karolina, po czym kontynuowała „…nie mów Krzysiowi, jak go spotkasz, która to ta dziewczyna z IRKA…” i spojrzała uroczymi oczkami na chłopaka obok, który chciał już coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mu kończąc wypowiedź ”…proszę Cię Mateusz.”. Teoś nie miał wyboru i dlatego też kiwnął głową na znak zgody. Później oboje odwrócili się w stronę okna i zaczęli podziwiać widok gór, które właśnie pokazały się na horyzoncie. Cała podróż przebiegała w ciężkich warunkach począwszy od strasznego upału, poprzez zatłoczony przedział, a skończywszy na dwóch przesiadkach z powodu zerwanej trakcji kolejowej. No ale w końcu około godziny czternastej pociąg szczęśliwie dotarł do celu na stację główną do Zakopanego. Opiekunowie ogłosili krótką przerwę na czas oczekiwania na dalszy transport do miejsca tygodniowego pobytu. Wyczerpani podróżą Mateusz i Paweł poszli na dworzec zadzwonić, aby powiadomić swoich rodziców o bieżącej sytuacji. Większość uczniów trzeciej klasy nie miała siły nawet, żeby ruszyć jedną nóżką, dlatego też pozostała i pilnowała wszystkich bagaży. Wśród nich znalazła się również Karolina, która rozmawiała ze swoją przyjaciółką Agatą na różne kobiece tematy. Podczas powrotu w miejsce zbiórki klasy Paweł zapytał Mateusza „O czym tak cichutko gawędziłeś z Karoliną?”. Po chwili milczenia otrzymał w odpowiedzi „Wiesz, ona nie chce spotkać się z Krzyśkiem. Ja nic z tego nie kapuję, bo to głównie ona marudziła o spotkaniu się w Zakopcu.”. „Teo, ona Tobie tylko tak mówi, ale jej serce na pewno się z nią nie zgadza.” rzekł idący obok Paweł. „Tak? Więc Karolinko zagramy według mojego planu!” mruknął pod nosem Mateusz i uśmiechnął się z błyskiem w oku. Kolega dostrzegł to interesujące zjawisko i ironicznym głosem zaczął powtarzać „O nie! Zaczyna się, zaczyna!”, po czym złapał się za głowę i podążał dalej. „No i jak tam chłopaki, wszystko dobrze?” spytała Agata Mateusza i Pawła, którzy właśnie doszli do miejsca zbiórki. „Tak tak, wspaniale.” odparł szybko kolega Teosia. Ten jednak milczał i spoglądał bardzo dziwnym wzrokiem na Karolinę, która stała metr od niego i po chwili zaczęła zaglądać w jego oczka. Agata zauważyła zachowanie dwójki przyjaciół i pytała dalej „No i co Mateusz udało się Wam dodzwonić do rodziców?”. Chłopak wpatrując się w piwne oczka dziewczyny odpowiedział króciutko „Też.”. Zdziwiona Agata powtórzyła „Też?”. I w tym momencie Paweł widząc obecną sytuację wtrącił się „Nie zwracajcie na niego uwagi, za długo przebywał na słońcu!”, po czym złapał błękitnookiego za rękaw i odciągając go od dwóch dziewczyn głośno wykrzykiwał „Chodźcie, bo właśnie przyjechał autokar, który ma zabrać nas do domku młodzieżowego!”. Po kolejnej godzinie jazdy wycieczkowicze w końcu dotarli do swojego miejsca pobytu. Po wyjściu z pojazdu zatem rozeszli się do przyznanych wcześniej pokojów. W jednym z nich znalazły się takie osoby jak Michał, Piotr, Paweł i Mateusz. Pokoje niestety nie należały do największych, lecz w odróżnieniu od Gowidlinka były pierwszorzędne i nikt nie śmiał nawet powiedzieć o nich jednego złego słóweczka. Wieczorem, kiedy wszyscy już wypoczęli po wyczerpującej podróży, podano jakiś posiłek. I chociaż nikt nie miał zielonego pojęcia, co w danej chwili konsumuje, większości smakowała góralska kuchnia. Po prawie godzinnej kolacji Mateusz i Paweł wybrali się na spacer, jak zwykle zwiedzać pobliską okolicę. Zaraz jak tylko wyszli ze schroniska, spostrzegli swoje dwie znajome Agatę i Karolinę, które w tej samej chwili dogonili. „W czwórkę będzie raźniej!” rzekł Paweł i następnie nowozelandzkim sposobem podziękował gospodyni za otrzymaną kolację. Dziewczyny gwałtownie odwróciły się i spojrzały na Pawła, a ten na Mateusza dając do zrozumienia, że to jego sprawka. Wtedy wszyscy, jak w zmowie zaczęli patrzeć na niewinnego i zamyślonego Teosia, który kiedy tylko dostrzegł na sobie wzrok towarzyszy, odpowiedział ironicznie wskazując palcem na stojącego obok przyjaciela „Co się tak patrzycie, co?! To nie ja, to on!”. „Tak na pewno!” odpowiedział broniący się Paweł. Karolina krótko z lekkim uśmiechem podsumowała go „Ty świntuchu!”, po czym Agata jeszcze dodała „I do tego zwala winę na swojego kumpla. Powiedz chociaż przepraszam.”. Cóż miał biedny i niewinny Mateusz odpowiedzieć, jak nie „Przepraszam!”. Mówiąc to spojrzał na Pawła, który głupkowato uśmiechał się pod nosem. Po tym niesprawiedliwym wydarzeniu cała czwórka zaczęła dalej podążać po nieznanych ścieżkach Zakopanego i po paru godzinkach zwiedzania wszyscy wrócili do małych pokojów znajdujących się w schronisku młodzieżowym. W okolicy znajdował się bar, do którego przychodziły trzy rodzaje ludzi. Pierwsi, którzy kochali sport, a mianowicie piłkę nożną, która właśnie leciała w telewizji. Drudzy uwielbiający napoje orzeźwiające i ostatni, którzy byli zafascynowani zarówno rozgrywkami piłkarskimi jak i chłodnymi napojami. Mateusz i Paweł zafascynowani piłką nożną poszli do pobliskiego baru wraz z dwoma kolegami i usiedli sobie przy jednym ze stolików. Po chwili przy sąsiednim stoliku przysiedli się trzej Francuzi, zaczęła się rozmowa, którą jednak przerwał właściciel baru mówiąc „Panowie proszę opuścić lokal, jeśli nic nie zamawiacie!”, po czym skierował swoje kroki w przeciwnym kierunku. Cała czwórka nic sobie z tego nie robiła i dalej nawiązywała kontakt z miłymi francuskimi obywatelami. Francuzi zauroczeni wspaniałą znajomością języka przez czterech polskich młodzieńców, postanowili zamówić napoje dla nich, aby nie zostali wyrzuceni z baru. Mimo dobrego serca obcokrajowców zawitał ponownie właściciel jednak tym razem z innym wyrazem na twarzy i zaczął wykrzykiwać „Macie jeszcze czelność prosić Francuzów o zafundowanie drinków?!”, następnie złapał pierwszego z brzegu chłopaka i bardzo groźnie wrzasnął „Won mi stąd!”. Adam, który nie wytrzymał już nerwowo chciał się podnieść, żeby powiedzieć, co myśli o zachowaniu właściciela, ale ręka na jego ramieniu, którą położył Mateusz, pohamowała jego zapały. Po chwili odezwał się głos „Panowie wychodzimy.”. W taki właśnie sposób młodzieńcy, żeby nie przynieść wstydu swojej przemiłej wychowawczyni i klasie zaczęli udawać się w kierunku wyjścia. W tym czasie Mateusz spostrzegł, że całe to zamieszanie widziała Karolina, która siedziała z koleżankami zaledwie dwa stoliki nieopodal. Zachowanie błękitnookiego musiało jej się spodobać, gdyż uśmiechnęła się do przechodzącego obok niej Teosia. Młodzieniec był w siódmym niebie, gdyż nawet nie poczuł silnych rąk właściciela na swoich plecach, który ponaglał wyjście niegrzecznej czwórki. Po powrocie do wynajętych pokojów poszli spać, gdyż następnego dnia czekała ich ciężka wycieczka po górskich ścieżkach i szlakach. Nadszedł kolejny ranek w schronisku młodzieżowym w Zakopanem. Zapach góralskiego śniadania zbudził wszystkich wycieczkowiczów, którzy po kilku minutach siedzieli już na swoich miejscach w stołówce. Po obfitym śniadaniu wychowawczyni zarządziła zbiórkę na pobliskim placu. Wszyscy odpowiednio wyposażeni do czekającej ich podróży czekali z niecierpliwością na sygnał opiekunki. Tak też się stało, zaraz po sprawdzeniu obecności autokar ruszył ku nieznanym terenom górskim. Podczas podróży do miejsca przeznaczenia za oknami rozprzestrzeniały się wspaniałe zakopiańskie widoki. Stare chatki, bryczki konne, wspaniale ubrani w góralskie stroje miejscowi. Jednak tylko parę osób wśród wycieczkowiczów było takich, których zaciekawił ten uroczy widok. Mateusz zmęczony ostatnią nocą przymrużył oczy i zasnął. Zaledwie po kilku minutach snu delikatnie podniosły się jego ciężkie powieki odsłaniając błękitne, błyszczące jasno jak kryształy oczy i spostrzegł niesamowity widok, w którym zakochał się bez pamięci. Był to krajobraz górski, który ciągnął się w nieskończoność. Od szczytu wzniesień ku dołowi leżał biały puch, który przykrywał częściowo nieliczne drzewa. Teoś wpatrywał się w ten niezwykły obrazek z niedowierzaniem, że takie miejsca jednak istnieją w otaczającym go świecie. Po niepełnej godzinie jazdy w autokarze rozległ się jedwabisty głos wychowawczyni „Jesteśmy na miejscu, proszę wysiadać i się nie rozchodzić.”. Na zewnątrz opiekunka zaczęła „Idziemy do schroniska, które znajduje się na drugim końcu gór, więc każdy idzie własnym tempem. Na miejscu jest bar i można sobie uzupełnić braki w brzuszkach. Życzę mocnych wrażeń i miłego oglądania terenów…”, następnie wychowawczyni dodała „…ruszamy!”. Tak się też stało, wszyscy jak z bicza strzelił rzucili się na błotnistą drogę, dookoła której nie było ani jednego budynku, jedynie rozprzestrzeniał się zielony teren. Mateusz, Paweł i towarzysze z jednego pokoju Michał i Piotr stworzyli jedną grupę i właśnie w niej przemierzali nieznane tereny. Na początku wycieczki szli na samym końcu, żeby podnosić na duchu zmęczone dziewczyny, ale była wśród ich grupy osoba, której to się nie podobało, a mowa oczywiście o nikim inny jak tylko o błękitnookim. „Nie ja tak dłużej nie mogę na końcu, za bardzo mnie to męczy, jak chcecie, to idźcie sobie tak dalej!” powiedział. W tym samym czasie Michał i Piotr nie wiedzieli, co się stało, gdyż Teoś znany był z tego, że kocha długie dystanse i się nie męczy zbyt szybko. Jedynie Paweł wiedział, co dolega Mateuszowi i dlatego też dziwnym głosem odezwał się „Tak, Karolina.”. Koledzy spojrzeli na Pawła i lekko się uśmiechnęli, po czym Piotr zrozumiawszy powód zmęczenia przyjaciela rzekł „No to wio!”. I w taki właśnie sposób dotarli na prawie sam początek grupy, prawie? Tak, gdyż to dziewczyny z ich małej klasy robiły za przewodników, a mianowicie Agata, Magda, Kasia, dziewczyny z pociągu, które jechały razem z Pawłem i Mateuszem do Zakopanego oraz Karolina, która szła w środku grupy. Jednak taka sytuacja też nie pasowała błękitnookiemu, gdyż wyczuwał, że idące przed nimi koleżanki rozmawiają o Krzysiu. W jego oczach znowu można było dopatrzyć się błyski piorunów, gotowało się w nim, aż w końcu nie wytrzymał i z jego ust wydobyło się niechciane słowo „Dość!”. Wtem odezwały się jednocześnie głosy „Co jest teraz Mateusz?!”. Chłopak, żeby wyjść z przedziwnej sytuacji, dodał „E, chodźcie przeniesiemy tą całą wycieczkę.”. Piotr i Michał odparli „No nareszcie, bo już nas męczyło to tempo dziewczyn.”. Jedynie w oczach Pawła można było odczytać, że to nie jest główny powód podjętej decyzji. Podczas mijania żeńskiej grupki oczy Karoliny i Mateusza znowu się napotkały. Piwnooka uśmiechnęła się, ale w tym samym czasie pokiwała na boki swoją główką. Młodzieniec długo myślał nad tym gestem zadając sobie liczne pytania. „Kurczę, o co jej chodziło z taką postawą?! Czy one rozmawiały o Krzysiu i jeśli tak, to dlaczego ona to każdemu rozpowiada.”. Tak też właśnie zamyślony chłopak przemierzał kolejne kilometry, aż w końcu jego ciężkie zadumanie zostało przerwane przez Michała „Patrzcie schronisko. Jesteśmy już na miejscu, hurra!”, po czym razem z Piotrkiem pobiegł w stronę pobliskiego baru. „Chodź usiądziemy na tamtym drzewie i coś przekąsimy, bo schudłeś od tego myślenia.” rzekł Paweł pokazując stary korzeń drzewa. Teoś pierwszy raz od dwóch godzin uśmiechnął się i klepiąc po ramieniu przyjaciela odparł „Oki, więc idziemy.”. Czas płynął i płynął, ale w końcu gdzieś tam daleko na horyzoncie pokazała się zmęczona grupa wycieczkowiczów, która skierowała się ku gospodzie opodal. Kiedy już wszyscy uzupełnili braki w swoich przegłodzonych brzuszkach, opiekunka zarządziła kolejną zbiórkę i zaczęła dawać kolejne wskazówki „Teraz jeśli ktoś ma ochotę może wybrać się do jaskiń i sobie je pozwiedzać, a reszta udaje się do autokaru i tam niech czeka na swoją wychowawczynię.”. „No i co idziemy?” zapytał Paweł stojącego obok Mateusza, ten jednak ku jego zdziwieniu wzdrygnął ramionami i odparł „Nie chce mi się tam iść.”. Kolega jednak nie dawał za wygraną i dalej pytał „No więc dlaczego nie?”. Błękitnooki właśnie chciał odpowiedzieć, ale podbiegły do nich Agata i Karolina pytając „Idziecie może do jaskiń?” w odpowiedzi otrzymały dwa zupełnie inne słowa. „Tak!” odparł Paweł, w tej samej chwili jednak Mateusz wtrącił swoje „Nie!”. Agata uśmiechnęła się i zaczęła „No więc jeśli nie, to weźcie proszę nasze plecaki.”, po czym bez usłyszanej odpowiedzi zarzuciły swoje ciężkie teczki na dwóch stojących obok kolegów i pobiegły za grupą, która udawała się do jaskiń. „Tak, kurdę Mateusz, więc dlaczego nie chcesz iść?” wciąż pytał Paweł, w odpowiedzi usłyszał „To jest tak jak chodzić do kina, a nie na film, no bo co takiego zobaczysz w jaskini bez latarki?”. Teoś następnie chwycił plecak Agaty i skierował się ku błotnistej ścieżce prowadzącej do autokaru. „Ech Ty!” rzekł jeszcze pod nosem kolega i ruszył za Mateuszem. W połowie drogi nagle młodzieniec zatrzymał się, a jego towarzysz totalnie już zgłupiał, bo naprawdę nie wiedział, co się dzieje z Teosiem i wrzasnął „No nie! Temu znów odbija! No ale dobrze zatrzymajmy się, bo zgłodniałem.”. Razem przysiedli na głazie obok. Kolega błękitnookiego zajadał się kanapką, a on sam sącząc przez słomkę soczek jagodowy z kartonika podziwiał piękno otaczającego ich krajobrazu. Znajdowali się pod olbrzymimi górami, obok nich wciąż ta sama zabłocona ścieżka, a po prawej stronie od kamienia, na którym siedzieli, była mała figurka Matki Boskiej z dzieciątkiem i dwoma aniołkami po bokach. Mateusz spojrzał w wyrzeźbione oczka statuetki i w myślach wymieniał słowa „Góry, figurka, aniołki.” i nagle przypomniał sobie pierwszą wycieczkę klasową do Częstochowy, a dokładnie tajemniczą starszą kobietę, która to powiedziała mu niesamowite rzeczy dotyczące jego przeznaczenia. Chłopak znowu miał blask w swoich oczach, ale tym razem to już nie błyskawice przechodziły mu z oka do oka, lecz coś czego nikt jeszcze nie zaobserwował i nie ujął w słowach. Paweł przestraszył się innego, zaskakującego widoku swojego towarzysza i zaczął „Marzycielu, czas na nas musimy już iść, słyszysz?”. „Tak przyjacielu, słyszę…” odrzekł cicho przebudzony Teoś i uśmiechnąwszy się dokończył „…idziemy.”. Kiedy już byli na ostatniej prostej prowadzącej do autokaru, nagle z chmur mocno zaczął padać deszcz i oboje postanowili najszybciej pobiec ku miejscu przeznaczenia. Jednak nie było jeszcze autokaru ani żadnej innej osoby z wycieczkowiczów, więc usiedli pod wielkim parasolem przyczepionym do stolika i tam czekali w spokoju na resztę grupy. Po chwili jednak dogonili ich Piotr i Michał, którzy wrócili z jaskiń. Pierwszy odezwał się Piotr „Byliście w jaskiniach?”, po czym przerwał dochodzący do stolika Michał „Kurdę taka kicha i nic tam nie widać, szkoda czasu było cholera jasna!”. Mateusz się tylko lekko uśmiechnął i rzekł „Siadajcie zagramy sobie w pokera.”. „Dobra!” odparł Michał i Paweł, który wyciągnął swoje wiecznie oznaczone karty. Po chwili Piotr zapytał „Panowie gramy w rozbieranego!”, nagle rozległ się jeden wielki śmiech wśród reszty uczestników. „No co chcecie, przecież idą tutaj dwie dziewczyny!” dokończył pokazując na zbliżające się żeńskie postacie. Były to Agata i Karolina przemoczone do suchej nitki i szukającej schronienia przed deszczem. „Chodźcie tutaj panienki, mamy dwa wolne miejsca.” zaśmiał się Piotr, ale jego wypowiedź ku zdziwieniu wszystkich przywołała dziewczyny. Agata usiadła zaraz obok Michała, który siedział naprzeciw Teosia, a ten znowu obok Pawła, a Paweł naprzeciw Piotrka. Zostało jeszcze jedno wolne miejsce i znajdowało się ono przy boku błękitnookiego. Karolina jednak była niezdecydowana i z początku się wahała, ale większe nagromadzenie kropel deszczu zmusiło ją do podjęcia ostatecznej decyzji, no i zajęła w końcu miejsce obok chłopaka, dla którego przejechała aż ponad siedemset kilometrów, dla swojej miłości, której nie potrafiła jednak dostrzec w przemoczonym obok chłopaku. „No to co zagracie teraz z nami?” zaczął uśmiechnięty Piotr, jednak dziewczyny bardzo szybko dały do zrozumienia, że nie mają ochoty do brania udziału w takich brzydkich grach. Podczas drugiego rozdania Michał, Agata i Piotr spojrzeli się na siebie i z trudem powstrzymywali śmiech, w końcu ciszę przerwał ponownie Piotr zwracając się do Karoliny, jednak patrząc już na Mateusza „Słyszałem Karolina, że przyjechałaś do Zakopanego…” i innym tonem dokończył „…dla pewnego górala.”. Teoś jednak nie dawał po sobie nic do poznania, tylko wykładał karty do rozgrywki. Po chwili Karolina odrzekła „Sama już nie wiem, czy jest on tym góralem, z tego co ostatnio słyszałam.” i tutaj westchnęła. Mateusz jednak nie zdołał wytrzymać i nie zmieniając kierunku swojego wzroku spytał „Cóż takiego to panienka Karolcia…”, w tej chwili spojrzał się w piwne oczy ukryte pod powiekami, po których spływały krople deszczu i dokończył „…słyszała?”, po czym odwrócił głowę. Dziewczyna nie dała za wygraną i powiedziała dziwnym głosem „A słyszała, że niejaki pan Krzysiu i Mateusz to jedna i ta sama osoba.”. Teoś znów nie dał nic po sobie poznać, ale jedynie pomyślał sobie „Ech, więc pewnie Ola słyszała moją rozmowę z Pawłem w pociągu, zdradzieckie nasienie. Tia, miałem rację, że jednak rozmawiały o Krzysiu podczas drogi do schroniska, teraz jak słyszę nawet i o mnie. Ekstra i co teraz, wszystko się pochlasta, jak się przyznam. Nie jestem na to jeszcze gotowy, a nie chcę jej stracić. Chce mi się wyć, Boże!”. Wszyscy zwrócili swój wzrok na Mateusza, a Karolina ostatecznie zapytała „Co Ty na to Mateusz, czy jesteś Krzysiem, Krzysiem Burzą z Zakopanego?”. Przez głowę młodzieńca przeszło tysiące myśli „Najlepszą obroną jest atak, Boże wybacz mi, co teraz zrobię, cholera by to…” i nie dokończył myśli, ale zaczął inną „…nie! Nie okłamię jej!”, wtem odwrócił się w stronę oczekującej odpowiedzi dziewczyny i spoglądając jej prosto w piwne oczka powiedział „Nie jestem Krzyśkiem Burzą…”, po czym odwrócił się do uczestników gry i dokończył już w myślach „…Krzysiek Burza jest mną!”, następnie rzucił kartę na stół. Karolina spojrzała na Agatę i powiedziała głośno „Cholera miałam rację, że nim nie jesteś, też tak myślę jak Ty Mateusz, nie wiem skąd to Ola wytrzasnęła!”. W tej samej chwili chłopak spoglądając tym razem na Pawła obok rzekł „A więc to Ola rozsiewa takie dziwne plotki.”. Kolega zrozumiał błękitnookiego i uśmiechnął się pod nosem. Nastąpiła cisza, którą jednak przerwała Karolina mówiąc „Chcesz gumę?”. Teoś wciąż mając w myślach zdradziecką Olę wyszeptał „Nikt nie chce Twojej gumy!”. Oboje zrobili się nagle czerwoni przy atmosferze dzikiego i nieopanowanego śmiechu Piotra „Ehehehe… Dobre!”. W końcu zebrała się reszta przemoczonych wycieczkowiczów, którzy zajęli szybko miejsca. Na znak opiekunki i wychowawczyni autokar ruszył do celu.

Przeczytano: [594]
© 1996 - 2017 Mateusz Kiczela. Wszelkie prawa zastrzeżone.