Silent enim leges inter arma - Marcus Tullius Cicero

Zdrada


0

Następnego dnia w planie był wypad na Halę Gąsienicową i na Czarny Staw, mimo że upał był tak wielki, że aż trudno było oddychać takim powietrzem. Tak więc zaczęły się szykowania do wyprawy na cały dzień. Zaraz po wstaniu z łóżek każdy zaczął się ubierać w wygodne odzienie, również Mateusz próbował, ale strasznie go głowa bolała, a na dodatek jego krótkie spodenki leżały na stole upaćkane pasztetem, więc musiał iść w swoich spodniach dresowych z poprzedniego dnia, jednak i te miały straszliwą wadę w postaci plamy na wskutek przyklejonej mazi, która później okazała się niczym innym jak gumą balonową. „A to mała bestyjka no! Kurdę!” krzyknął Teoś rzucając w kąt spodniami. Rozległ się śmiech w całym pokoju. „Hja hja hja, bardzo śmieszne!” podle przedrzeźniał towarzyszy błękitnooki. „I dobrze Ci tak!” odrzekł Piotr. Mateusz wściekły odparł „Ty weź sobie lepiej buty zza okna ściągnij!” i zaczął się śmiać jak mały chłopczyk. Reakcja Piotrka była nietypowa „A! To nie mogliście ich wieczorem zdjąć zza okna, cholera no!” i zaczął przeklinać wylewając wodę z butów do leżącego buta Michała, a ten znowu „Ej, kurna!”. Właśnie tak przebiegało przygotowywanie się do kolejnej wycieczki w góry. W końcu Mateusz się totalnie zdenerwował i ubrał się w dość dziwny sposób, mianowicie założył swoje grube czarne spodnie, zimowe brązowe buty, bluzkę pomarańczową, na to czarną grubą katanę i w takim stylu wyszedł na zewnątrz, gdzie panowała temperatura powyżej 35 stopni Celsjusza. „Mateusz, czy nie jest Ci za gorąco?” pytali wycieczkowicze, którzy napotykali chłopaka, ten zawsze mający odpowiedź na pytanie mówił swoje „E-e!”. Autokar znowu ruszył ku nieznanym terenom, w końcu po kilku godzinach ciężkiej jazdy zatrzymał się na wielkim placu otoczonym przez setki małych domków i sklepików. Kiedy wszyscy już opuścili autokar, opiekunka grupy zabrała jak zawsze głos „Proszę państwa, idziemy w stronę Hali Gąsienicowej, tam też coś przekąsimy i następnie udamy się nad Czarny Staw. Czeka nas teraz ciężka droga, więc proszę się oszczędzać i nie zbaczać ze szlaku, powodzenia.”. Mateusz i towarzysze z pokoju jak zwykle ruszyli wspólnie jednak tym razem nie jako pierwsi, lecz skromnie po środku grupy. Wszystko zapowiadało się miło, każdy sobie żartował, opowiadał różne kawały, cała grupa szła w lekkiej dla chodu atmosferze, póki Piotr i Michał nie zaczęli wchodzić na temat Krzysia. Błękitnooki jednak nic sobie z tego nie robił, bo i tak był już w innej krainie, a panowie dowcipnisie marnowali siły ciągłym gadulstwem. Dlatego tez już po kilku minutach musieli odpoczywać, gdyż jak mówiła opiekunka, droga nie należała do najłatwiejszych i prowadziła przed pięć szóstych odcinka wciąż po górkę. „Robimy odpoczynek, ech!” wydusił z siebie Piotr, po nim doszedł Michał, któremu było najciężej z powodu nadwagi. „E, e, e…” w końcu wydobył z siebie głos „Nie, nie, nie idę dalej, stop, proszę o czas.”. Teoś tylko uśmiechnął się i rzekł „Tia!”, po czym spojrzał na swojego przyjaciela Pawła, po który również było widać zmęczenie i zapytał „Idziemy?”. W odpowiedzi nic nie usłyszał, jedynie kręcenie głową na boki. „Cóż, spotkamy się przy Hali.” odparł ostatecznie Mateusz, później skierował swoje kroki ku promykom słońca. Młodzieniec więc szedł sam, może to było lepsze dla niego, był tylko on i jego myśli. Po kilku minutach wyszedł zza drzew i stanął na samym szczycie skarpy, tam jego oczom ukazał się niewyobrażalnie piękny widok, wszystko było maleńkie domki, sklepiki i autokar, który wyglądał jak kropeczka. Po chwili chłopak wyciągnął walkmana i czarne okulary, które zaraz założył, ustawił głośniej muzykę i ruszył dalej, ale już nie aż tak stromą drogą. W końcu dogoniła go para Alicja i jej starszy o parę latek chłopak. Razem podążali aż do samej Hali Gąsienicowej, która jednak była położona w małej dolinie. Tak więc w trójkę dotarli do celu, gdzie udali się do pobliskiego baru na obiad. Gdzieś po niespełna godzinie doczłapała się reszta wycieczkowiczów wraz ze skonaną opiekunką i wychowawczynią, która ledwo co doszła, wypowiedziała „Jezusie! Mateusz, nie jest Ci za gorąco?!”. W odpowiedzi usłyszała ten sam zwalający z nóg tekst „Nie-e, pani profesor.” plus jego przepiękny uśmiech. Po długim wypoczynku i wypełnieniu braków w brzuszkach opiekunka tylko rzekła „Teraz na Czarny Staw!” i pokazała ręką kolejną drogę ciągnącą się pod górkę. Część wycieczkowiczów jednak pozostała, nieliczni jak Mateusz i Paweł poszli przodem, ale już po kilkunastu minutach zostało tylko ich dwóch i cztery żeńskie osobniki ze starszej klasy. Jednak kiedy w końcu dotarli do Czarnego Stawu, zrozumieli, że warto było jeszcze wymęczyć nogi. Po długich oczekiwaniach na resztę grupy podjęto decyzję powrotu do placu na Hali Gąsienicowej. Nikt nie wiedział, co też się mogło przytrafić reszcie wycieczkowiczów. Tak więc Mateusz wyciągnął ponownie walkmana, oddał jedną słuchawkę Pawłowi i zaczęli wracać do reszty grupy. Podczas drogi powrotnej nie bolały ich tyle nogi co wręcz gardła, ponieważ podśpiewywali sobie jak jakaś banda drobnych pijaczków. „U la la la…” zaczynał błękitnooki, a Paweł kończył „…I love you baby!” i tak właśnie sobie śpiewali przechodząc obok mijających ich grup żeńskich. Podczas ich powrotu pogoda zdążyła się straszliwie popsuć, zaczęło błyskać jeszcze bardziej niż poprzedniego dnia i tym razem zamiast zimnych kropel deszczu pojawił się delikatny, lecz czasami wręcz chłodny podmuch wiatru. Po pewnym czasie dotarli do placu na Hali Gąsienicowej, gdzie spotkali całą resztę wycieczkowiczów. „Dlaczego nie byliście nad Czarnym Stawem?” pytał zdziwiony Paweł, który zaraz otrzymywał jedną i tą samą odpowiedź „Cofnęli nas tacy dwaj panowie, którzy pilnują, żeby nie wchodzić tam grupą, lecz w co najwyżej trzy bądź cztery osoby, bo to jest zbyt niebezpieczne.”. W chwili gdy zaciekawiony Paweł zadawał pytanie, Mateusz stał obok i się uśmiechał, ale nie był to taki najzwyklejszy uśmiech skierowany do konkretnej osoby tylko wynikający z obrazka, który widziały jego błękitne oczy. Mianowicie obrazek przedstawiał Karolinę, która siedziała sobie skulona na murku w króciutkich spodenkach i od czasu do czasu pocierała nóżki, aby przegonić gęsią skórkę. Szalony wiatr rozwiewał jej długie włosy, a ona sama była zamyślona, jakby znajdowała się w krainie marzeń. Kto też zajmował jej miejsce podczas tego snu na jawie, czy był to Krzysiu, a może i sam Mateusz, możemy się tylko domyślać. Jednak jedno było w stu procentach pewne, gdyż to niesamowite wydarzenie zostało przerwane przez głos opiekunki „Serdecznie proszę wszystkich, żeby do mnie podeszli.”. Tak też większość uczyniła i zaczęła uważnie słuchać uroczego oraz jedwabnego głosu „Na dzień dzisiejszy mamy już z pewnością dosyć wrażeń, więc wracamy do autokaru.”. Po godzinnej, powrotnej przechadzce tym razem już z górki okazało się, że pan kierowca autokaru jednak nie przyjechał na umówione z wychowawczynią i opiekunką miejsce. Wychowawczyni ponownie zabrała głos „Jak widzicie na dzisiaj to nie koniec wrażeń…” i na jej twarzy pojawił się uśmiech, po czym kontynuowała „…jeżeli są tacy, którzy mają siłę w nogach, mogą się przejść do schroniska przez miasto, reszta niestety będzie musiała poczekać dwie godzinki na przyjazd nowego autokaru.”. Zaraz po tym jak pani wychowawczyni skończyła mówić, rozległy się liczne głosy niezadowolenia, w tym także Mateusza. „Kurczę, ile?!” dziwił się młodzieniec dodając „Dwie godziny?!”. Paweł, który stał obok wtrącił swoje zdanie w tej sprawie „Oni już chyba powariowali!”, po czym zapytał „No i co teraz robimy Teo?”. Jednak nie musiał długo czekać na odpowiedź. „Jak to co?!” denerwował się błękitnooki i mówił dalej „Myślę, że znowu się przejdziemy kawałek!”, następnie oboje westchnęli, wzięli plecaki i podążyli w kierunku miasta. Po piętnastu minutach ciszy Mateusz w końcu odezwał się „Wiesz, już dzisiaj naprawdę nic mnie nie zdziwi!”. Zaraz po jego słowach Paweł zaczął się śmiać, a kiedy zobaczył dziwną minę swojego kolegi przemówił „Nie mów hop…”, po sekundzie uspokoił się i dokończył „…lepiej zobacz, kto też za nami idzie.” i dalej w bestialski sposób śmiał się, kiedy to błękitnooki obejrzał się i zobaczył dwie dziewczyny, pierwszą była Agata, a zaraz obok niej podążała Karolina. „O, o, o!” tym razem również i Teosia rozbawiła zaistniała sytuacja „No cóż, będzie nam raźniej.” i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dziewczyny wpadły na szalony, wręcz dziwny pomysł i szybko jak błyskawice przebiegły obok dwóch idących z przodu młodzieńców. „A tym co się stało?!” spytał zszokowany Paweł. „Pokopało je!” zaśmiał się Teoś, po czym kiedy spostrzegł, że dziewczyny zatrzymały się kilka metrów dalej, krzyknął „Gonimy!” i spojrzał z podłym błyskiem w oku na swojego towarzysza. „Ech Ty!” westchnął Paweł i dodał „Czemu nie!”, następnie oboje wystartowali w stronę dwóch osobników żeńskich. Kiedy Agata i Karolina odwróciły się, młodzieńcy przyhamowali i szli sobie spokojnie w swoim kierunku. Po chwili cała sytuacja powtórzyła się, gdyż dwie zwariowane dziewczyny ponownie zaczęły uciekać, a to skłoniło Pawła i Mateusza do dalszego pościgu. W końcu sprytne kobiety schowały się za płotkiem pewnego domostwa i tam oczekiwały aż przybiegną dwaj osobnicy męscy. Właśnie w taki sposób Teoś i jego towarzysz zostali zdemaskowani, co wywołało jeden wielki śmiech u całej czwórki. Od tego momentu szli razem, ale po pewnym czasie Karolina wraz z przyjacielem Mateusza oderwała się od Agaty i błękitnookiego, którzy szli wolno kilka metrów dalej i rozmawiali na różne tematy. „Wybierasz się gdzieś może w te wakacje?” zaczął nieśmiało Mateusz. „Tak razem z Karoliną postanowiłyśmy, że pojedziemy na obóz letni, jako opiekunki do dzieciaków z podstawówek.”. „Aż tak się Wam nudzi, że nie macie co robić w wakacje?” kontynuował bezmyślnie młodzieniec, gdyż nie miał już w głowie miejsca na mądre pytania, ponieważ rozmyślał, o czym też mogą rozmawiać już kilkadziesiąt metrów dalej Karolina i Paweł. Jednak chwilowo się mylił, gdyż ani piwnooka ani jego przyjaciel nie zamierzali się odzywać, chwilowo? Z jednej strony może i źle z drugiej może i dobrze, że Karolina jako pierwsza odważyła się i przemówiła cichym, prawie niesłyszalnym, drgającym głosem „Paweł…” i po chwili dokończyła „…kim jest Krzysiu Burza?”. „Przecież Ty doskonale o tym wiesz Karolina!” odparł stojący obok kolega i w tym samym czasie nie odwracając się pokazał kciukiem na idącą za nimi parę dwóch osobników. Piwnooka odwróciła się energicznie, popatrzyła w kierunku błękitnookiego, leciutko uśmiechnęła się i ponownie odwróciła kontynuując dalszą drogę. Mateusz, który zamiast wysłuchiwać Agaty, wolał jednak patrzeć w stronę dwójki przyjaciół i z takim skutkiem, że zauważył całe zaszłe wydarzenie, w którym to Karolina poprzez energicznie ruchy głową wprawiała swoje długie włosy w rozproszenie. Niestety przez zbyt obszerną odległość nie był w stanie dopatrzyć się uroczego uśmiechu dziewczyny. Jednak było mu dane usłyszeć ironiczny głos koleżanki idącej obok niego „Więc co o tym sądzisz?”. Młodzieniec z politowaniem spojrzał na Agatę i kiedy chciał już się wykręcić z przykrej sytuacji „No to świetnie następna osoba, która mnie słucha!”. Teoś położył rękę na ramieniu Agaty i błagalnym głosem szepnął „Przepraszam.”. Po kilku minutach krótkiej drogi dotarli do upragnionego schroniska młodzieżowego. Agata poszła na piętro wyżej do swojego pokoju, a Mateusz pozostał na dole i skierował się do pokoju na samym końcu korytarza. Kiedy jednak wszedł do środka zastał tam Pawła, który na jego widok chwycił szybko stół i kryjąc się za nim ironicznym głosem rzekł „Teo tylko nie zabijaj!” i czekał na reakcję błękitnookiego, który z początku nie skojarzył zamiaru swojego przyjaciela, lecz po chwili przypominając sobie scenę z piwnooką w końcu przemówił „Jesteś martwy!” i zbliżając się do Pawła wciąż powtarzał „Ty zdrajco! Chodź no tu zaraz!”. „Nie!” głośno krzyczał kolega zza stołu, kiedy Mateusz w dalszym ciągu próbował dostać go w swoje ręce, jednak całe to zamieszanie przerwał wchodzący do pokoju Piotr „Ej chłopaki, co straciłem?”, po czym zaczął się jak zwykle dziwnie śmiać. Pierwszy odezwał się Mateusz wskazując wzrokiem na Pawła obok „Bo ta modliszka powiedziała Karolinie, że jestem Krzyśkiem!” i w tej chwili jego żalący głos przerwał wielce zdziwiony Piotr „Więc Ty jednak nim jesteś?”. W pokoju przez dłuższą chwilę zagościła cisza, którą zakończył Mateusz „Kurwa!” i po machnięciu ręką wyszedł z pokoju, po czym skierował swoje kroki do stołówki i tam zasiadł oczekując już na ciepły, góralski obiad. Kilka minut później zaczęli zasiadać również inni, a do stolika przy którym siedział samotny Teoś dosiadły się znane już trzy osoby Paweł, Michał i Piotr. Błękitnooki był skierowany plecami do stolika Karoliny i jej towarzyszy, a sama piwnooka miała widok na plecy Mateusza. Kiedy podano drugie danie niespodziewanie odezwał się Piotr „Karolina…”, w tym samym jednak czasie Teoś spojrzał na swojego współlokatora i domyślając się jego podstępu cicho mruknął pod nosem „Tia, wspaniale!”, a sam Piotr kontynuował przedstawienie „…czy wiesz już o Krzysiu?” i bestialsko się uśmiechnął. Piwnooka jedynie mrugnęła okiem w odpowiedzi na pytanie zainteresowanego, po czym dalej zaczęła jeść przepyszne drugie danie. Po tym bardzo późnym jak na obiad posiłku  wycieczkowicze rozeszli się, by pakować swoje rzeczy przygotowując się do wyjazdu ze schroniska młodzieżowego, który miał się odbyć następnego dnia o poranku.

Przeczytano: [555]
© 1996 - 2017 Mateusz Kiczela. Wszelkie prawa zastrzeżone.